piątek, 1 marca 2013

"Last minute" i przeprowadzka też na last minute

Ostatnio weszłam tak o, na film "last minute" bardziej z głupoty i chęci pogrzania się przy kaloryferze niż faktycznego zainteresowania filmem, a okazała się to bardzo sympatyczna komedia. Taka nawet zabawna, niewymuszona, przyjemna dla oka. Nawet mogłabym ją polecić do obejrzenia :) Od jutra wchodzi "syberiada polska", a ja czekam na "poradnik pozytywnego myślenia" zapowiada się dobry film.

A tak poza tym to jutro się wyprowadzamy z tego oto przybytku zwanego akademikiem do własnego (no prawie), 2-pokojowego mieszkanka, gdzie będziemy tylko my dwoje (!!!), gdzie będziemy mogli trzymać papier toaletowy w łazience a patelnie w kuchni (nie, w akademiku tak nie jest!- wszystko trzyma się w jedne małej klitce zwanej pokojem i nosi się ze sobą jak u kiepskich. Jak przeżyję jutrzejsze pakowanie (hate!!) i przenoszenie całej tej graciarni to będę szczęśliwa i może nawet uda mi się nikogo nie zabić po drodze...jeśli ktoś jest chętny do pomocy w roli tragarza/pakowacza to niech się nie krępuje i wpadnie- może nawet wtedy zostanie zaproszony na parapetówkę :P to cud, że dzisiaj znaleźliśmy to mieszkanie, gdzie jutro musimy się wyprowadzić z tego :D
Tak bardzo nie chce mi się pakować- wymyśliłam taki patent, że będę po prostu wszystko zgarniać z półek, szafek i szuflad prosto do walizek, toreb i plecaków, a segregowaniem zajmę się przy rozpakowywaniu, albo jak mi się nie będzie chciało to może tak zostanie poupychane na wieczność (mam za dużo rzeczy, rzeczy nas zniewalają, rzeczy to zło, chyba zrobię jakąś wyprzedaż na allegro a za zdobyte pieniądze kupie sobie karton białych kinder bueno^^ mnia-mii!!